czwartek, 30 sierpnia 2012

Pralinki nalewane

 Czekolada-jak można jej nie kochać. No czasem można, szczególnie jeśli chodzi o kupną mleczną wegańską, która smakuje trochę mdło-przynajmniej ja na taką trafiłam. Dało się zjeść, ale bez szczególnej rozkoszy. Trzeba było zatem uruchomić zwoje mózgowe, poszperać co nieco i spreparować. Fajną bazę na robienie wegańskiej mlecznej oraz białej czekolady znalazłam na blogu i love tofu. Jednak z braku składników takich jak choćby mleko sojowe w proszku czy masło kakaowe, wspomogłam się gotowym wyrobem czekoladowym typu czekolada gorzka Lindt 70% oraz deserowa polewa czekoladowa dr Oetker'a-tej ostatniej nie polecam, bo w porównaniu z czekoladą Lindt pralinki smakują jak mydło :-)
W każdym razie nakręcona w temacie cukierniczym zakupiłam foremkę do pralin. Oto i ona:

Foremka do pralin spód i przód. Wymiary 21 x 11 cm, głębokość 15mm

Rada dla tych, co chcą się pobawić w takie cosie. Jeśli chodzi o foremki-warto zaopatrzyć się w taką specjalistyczną i już mówię dlaczego. Miałam okazję zrobić i porównać praliny w foremce do pralin i w foremce do lodu. Efekt niebo a ziemia. Te po foremkach do lodu wyglądały tak, jakby były zrobione z najgorszej na świecie czekolady, źle temperowanej, z nalotem, powierzchnia nie była gładka i błyszcząca. Te z foremki do pralin prezentowały się naprawdę okazale-przynajmniej au face :-) i o wiele łatwiej z niej wyskakiwały (bez strat ).

Jak już wspomniałam, z braku składników typu mleko sojowe w proszku i masło kakaowe, ale będąc w posiadaniu foremki, zrobiłam prościutkie praliny, używając do tego:
  • 1-1,5 tabliczki czekolady gorzkiej-ja użyłam Lindt 70%, bo jest dobra i bez kontrowersyjnych dodatków typu E476
  • 3 łyżki masy krówkowej jako nadzienie. Przepis tutaj. Można też z powodzeniem użyć jako nadzienia konfitury czy musu owocowego. Mus zagęścić agarem.
  • 4 sztuki posiekanych suszonych moreli ( opcja )
Czekoladę rozpuściłam w kąpieli wodnej. Za pomocą małej łyżeczki nalewam czekoladę prawie po brzegi każdego kształtu i odstawiam do ostygnięcia ( wówczas zużyjemy więcej czekolady ). I tutaj trzeba kontrolować, żeby nie przesadzić z czasem, bo czekolada zastygnie na amen. No chyba, że tak chcemy. U mnie zaczęła tężeć po ok.30 minutach. Resztę płynnej czekolady wybrałam łyżeczką. Chodzi o to, żeby ścianki każdego z kształtu pokryły się czekoladą, tworząc "łódeczki"
Można oczywiście zrobić to jeszcze inaczej-posmarować cienko czekoladą każdy kształt, poczekać aż warstwa zastygnie, położyć następną i tak do uzyskania milimetrowej warstwy.
Kiedy "łódeczki" są już gotowe, nakładamy masę krówkową ( można wsypać też kawałki suszonych moreli) lub mus i zalewamy pozostałą czekoladą. Pozostawiamy do ostygnięcia, a następnie umieszczamy w lodówce do całkowitego stwardnienia czekolady.
Masę krówkową można dogęścić przed nalaniem np. płaską łyżeczką mąki kukurydzianej czy ziemniaczanej. Podgrzewamy masę i wsypujemy mąkę, żeby uzyskać coś o konsystencji luźnego budyniu. Jeśli używamy musu owocowego, również 2-3 łyżki stołowe w zupełności wystarczą ( jeszcze nam zostanie ). Mus podgrzewamy a do zagęszczenia dodajemy łyżeczkę agaru. Studzimy

Jeśli ktoś chce się pobawić w przerabianie nadzień do pralin, polecam stronę Callebaut. Co prawda nadzienia tam prezentowane nie są wegańskie, ale składniki są do zastąpienia, a w razie rzadkiej masy, zawsze można dogęścić skrobią ziemniaczaną czy agarem. Wkrótce dodam przykładową przeróbkę nadzienia cynamonowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz