środa, 20 marca 2013

Ciasteczka jak 3BIT

I znów na słodko. Z racji tego, że miałam przygotowane wspomniane masło z poprzedniego przepisu, to w wersji puszystej, postanowiłam zabawić się w kolejne naśladownictwo. Pchnęła mnie też do tego wypowiedź jednej z fanek bloga o tęsknocie za łakociami ogólnodostępnymi, niestety nie dla wegan.
Traf chciał, że będąc na zakupach w swoim lokalnym spożywczaku, zainteresowałam się herbatnikami. Ku mojej radości okazały się być bez jaj, mleka oraz masła w składzie, co tym bardziej zachęciło mnie do kupna i oczywiście stosownego użytku. Można oczywiście samemu zrobić kruche ciasto, np. takie jak w moim przepisie na jeżyki. Robota jest banalna, jeśli miałabym prostokątne foremki, to i efekt byłby jeszcze lepszy. W smaku jednak bardzo dobre, z pewnością nie identyczne, ale co najważniejsze-nie gorsze. Kolejny atut to o wiele mniej sztucznych składników i niekorzystnej chemii.
Podane składniki pozwalają przygotować 12 ciastek. Liczba może niewielka, ale są dość sycące i słodkie, więc nie jest to za mało. A tak wyglądają herbatniki, o których wspominałam. (wpis z 12 grudnia 2013 ) Niestety dziś widziałam te same herbatniki w Stokrotce, z ciekawości przeczytałam skład i ku mojemu zdziwieniu, była tam serwatka. Chyba powoli przestanę ufać tanim produktom o wegańskim składzie, skoro jak widać, składniki są wymieniane chyba nie do końca z prawdą. Na jednej partii są wegańskie, na późniejszej już nie :(

Jeśli chodzi o czekoladę, to zwykle używałam Lindt 70%. Znalazłam jednak tańszą i równie nie ulepszaną w składzie czekoladę gorzką 60%, 70% oraz 80% w sklepach Kaufland. Producentem jest firma Raush. Czekolada kosztowała 3,99zł za sztukę, widać jednak zainteresowanie wzrosło, bo Kaufland już podniósł cenę o złotówkę i teraz jest po 4,99zł. I tak taniej jak Lindt.
Czekolada, której użyłam do oblania ciastek to właśnie wspomniany wyrób firmy Raush o nazwie Amacado 60%.




 Przechodzimy do rzeczy. Na sporządzenie ciastek potrzebujemy:
  • 12 kruchych herbatników
  • 150-200g czekolady gorzkiej 60% lub pół na pół z białą, wtedy będzie mleczniejsza
  • 110g margaryny wegańskiej
  • 6-8 łyżek cukru pudru
  • 1/4 łyżeczki kwasku cytrynowego
Na początku zajmujemy się herbatnikami. Na tacy rozkładamy papier do pieczenia a na nim herbatniki. Najlepiej ułożyć je tak, aby się nie stykały, bo przy rozkrajaniu można uszkodzić herbatniki. W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę i czekamy aż przestygnie, ale nadal będzie płynna. Polewamy herbatniki dość grubą warstwą i wstawiamy do lodówki do stężenia.

Tak wiem, że na zdjęciu jest więcej herbatników, bo takie miałam założenie, że będzie 20 sztuk :)

Kiedy czekolada na herbatnikach tężeje, możemy zabrać się za krem mleczny. Do tego celu posłuży nam wspomniane masło z poprzedniego przepisu, ale to puszyste z drugiej części, które podałam jako przypadkowe.

Mając to masełko, wrzucamy je do miski, następnie dodając po łyżce cukru pudru, ucieramy pałką na jednolitą masę. Na koniec regulujemy smak kwaskiem cytrynowym - jako regulator kwasowości. Może też być sok z cytryny, ja jednak chciałam uniknąć aromatu cytrusa.
Wyjmujemy z lodówki nasze herbatniki, odwracamy polaną stroną do dołu tak, aby niepolana strona była na górze. Otrzymany krem rozprowadzamy na powierzchni dość grubą warstwą, najlepiej równą grubości herbatnika i jeszcze raz wstawiamy do lodówki do stężenia. Krem możemy oczywiście zrobić z twardszej margaryny-wtedy będzie z pewnością ściślejszy.
Kiedy wszystko stężeje, wystawiamy nasze ciastka i rozdzielamy na pojedyncze sztuki. Jak wspomniałam, lepiej nie kłaść herbatników tak ściśle, jak ja to zrobiłam. Kilka sztuk po prostu połamało się przy rozdzielaniu.
Wracamy do naszej czekolady-jeśli w tym czasie zdążyła zastygnąć w misce, nie ma problemu. Z powrotem stawiamy na kąpieli wodnej i rozpuszczamy. Letnią, ale nadal płynną czekoladą, polewamy wierzch pojedynczych ciastek. Staramy się hojnie polewać, tak jak to mają 3BIT-y.  I znów do lodówki. Letnia czekolada dość szybko tężeje, więc na prawdę nie są to jakieś długie czasy oczekiwania. Góra 20 minut.
Gotowe ciastka możemy okroić, jeśli czekolada za bardzo popłynęła na boki. Wtedy będą równiejsze.


Wykładamy na talerz i wcinamy. Najlepiej przechowywać w lodówce :) o ile dotrwają.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz