wtorek, 19 marca 2013

Masło "maślane" :-)

Ten przepis to nie mój wymysł niestety, ale napotkany przeze mnie na innym wegańskim blogu, a oryginał znajduje się tu.
Masło prezentowane na zdjęciu jest dość puszyste i bardzo dobrze nadaje się do smarowania, ale można zrobić także znacznie twardsze i wówczas nadaje się do kremów i wypieków. Jedynym kłopotem, ale także do przejścia, może okazać się zakup lecytyny sojowej lub słonecznikowej.
Na polskim blogu, na którym znalazłam ten przepis, znajdują się namiary na wegańską płynną lecytynę sojową. Jest to produkt firmy NOW i jest do kupienia na eBay-u. W ten właśnie sposób ją nabyłam. Koszt to ok.75zł, ale zawartość to aż 473 ml bardzo gęstego płynu, który starczy na wiele takich maseł. Niemały wydatek na baaaardzo długie użytkowanie. Co więcej, taki produkt otwiera naprawdę szerokie pole do sporządzania innych produktów, typu kremy, lody, nawet dodatek do ciast, poprawiając ich konsystencję i jakością zbliżając do kupnych, fabrycznych produktów.
Szukałam tego typu lecytyn w Polsce i znalazłam firmę SOMAR. Wygląda na to, że firma jest producentem lecytyn bez dodatków odzwierzęcych. Nie drążyłam tematu, ale jeśli ktoś się skusi, to odsyłam na stronę firmy. Możliwe, że sprzedają w ilościach hurtowych, czyli w megatonach :)), ale może i dla pojedynczych, nie będących firmą klientów, też coś się znajdzie.

Wracam jednak do przepisu. Podane ilości pochodzą z amerykańskiej strony, gdzie szklanka ma 250ml, ale z naszych typowych też wychodzi.
  • 1/4 szklanki + 2 łyżeczki mleka sojowego
  • 1 łyżeczka octu jabłkowego - ja polecam jednak 1 łyżeczkę soku z cytryny lub ocet z cytryną pół na pół. Sam ocet jest mocno wyczuwalny i może przeszkadzać
  • 1/4 + 1/8 łyżeczki soli
  • 1/2 szklanki + 2 łyżki + 1 łyżeczka rafinowanego ( bez smaku i aromatu kokosa ) oleju kokosowego, roztopionego
  • 1 łyżka oleju rzepakowego lub słonecznikowego
  • 1 łyżeczka lecytyny sojowej lub słonecznikowej w płynie lub 2 i 1/4 łyżeczki granulatu lecytyny sojowej
  • 1/4 łyżeczki gumy ksantanowej
Mleko, ocet/sok oraz sól mieszamy i odstawiamy na 10 minut, żeby zgęstniało. Olej kokosowy topimy, odmierzamy potrzebną ilość. Olej musi być zbliżony temperaturą do temperatury otoczenia, tzn. nie może być za ciepły, ale nadal płynny. Wlewamy go do blendera, dodajemy olej rzepakowy. Następnie dolewamy naszą sojową mieszaninę, lecytynę oraz gumę ksantanową i miksujemy na jednolitą masę przez ok.2 minuty. W trakcie miksowania masa już gęstnieje. Można dodać szczyptę kurkumy dla koloru.
Wprowadziłam właśnie poprawkę powyżej, ponieważ wcześniej napisałam tak, jakbym sugerowała, że wszystko wlewamy na raz. Niestety kolejność jest ważna, ponieważ jeśli coś zmienimy lub damy na koniec za ciepły olej kokosowy, wówczas mieszanina może się zwarzyć. Taki los spotkał moją drugą próbę robienia masła. Ponadto, wytrąci się ksantan w postaci żelowatych grudek, co nie jest najprzyjemniejsze ani w smaku ani w wyglądzie.
Gotową masę przelewamy albo do silikonowej foremki albo do opakowania po margarynie. Umieszczamy w lodówce, aby stężało. Z podanej ilości wychodzi ok. 215ml dość ścisłego masła do pieczenia. Jeśli chcemy coś bardziej miękkiego, wówczas łyżki i łyżeczkę podane przy oleju kokosowym zastępujemy olejem rzepakowym, czyli tylko 1/2 szklanki oleju kokosowego na 3 łyżki + 1 łyżeczkę rzepakowego. Polecam zrobić od razu z podwójnej porcji - otrzymana mieszanka wypełni spokojnie duże 500 gramowe opakowanie po margarynie i starczy na ładne 2-3 tygodnie.
Co do samych proporcji w przepisie, autor poleca się ich trzymać. Ja jednak zrobiłam coś przez pomyłkę niby z połowy porcji i otrzymałam coś niesamowicie dobrego. Dałam ciut mniej oleju kokosowego w stosunku do ilości mleka sojowego i uzyskałam ciekawy, śmietankowy posmak. Gdyby masło było słodkie ( ja swoje nieco przesoliłam ), przypominało by całkiem sympatyczny, puszysty kremik :) Te proporcje podaję także, można sobie spróbować:
  • 1/2 szklanki mleka sojowego + 1 łyżka
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • szczypta soli
  • 1/3 szklanki oleju kokosowego
  • 1 niepełna łyżka oleju rzepakowego
  • 1 łyżeczka płynnej lecytyny sojowej
  • 1/2 łyżeczki gumy ksantanowej
Metoda robienia identyczna. Z podanej porcji otrzymałam 4 porcje "muffinkowe" puszystego masła. Moje miało służyć do pieczenia, stąd nie dodawałam kurkumy dla koloru, ale polecam zabarwić, jeśli ktoś chce mieć efekt identyczny jak w przypadku tradycyjnego, mlecznego masła. 



2 komentarze:

  1. Mialam zrobic to maslo od kiedy zobaczylam je na blogu badzweganinem na ktory czesto zagladam gdyz maja tam ciekawe i zdrowe weganskie przepisy :)
    Jednak sie wwstrzymalam i nie zrobilam ale przepis mam zachomikowany a po Twoim zdjęciu widac ze warto :) Wyglad ma bardzo ladny :) no i zdrowe jest nie wliczajac gumy ksantanowej no ale takiego masla nie robi sie przeciez co tydzien :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na pewno wychodzi taniej, niż gdyby miało się kupować non stop ze sklepów. To na zdjęciu to ta puszysta wersja, która wyszła mi przypadkiem,o czym wspomniałam. Ale robiłam wg. oryginalnego przepisu tą do smarowania, czyli zastępując część oleju kokosowego rzepakowym i też wychodzi bardzo dobra. Jedyne co, to jak napisałam, nie zagęszczałabym octem jabłkowym. Ta ilość naprawdę dominuje w smaku. Mi to przeszkadzało. Sok z cytryny będzie subtelniejszy, ewentualnie pół na pół z octem.

      Usuń